Strona domowa Sołectwa Gałdowo
 

Odszedł od nas Grzegorz Kujawski

Dnia 2017-05-05 19:35:46

Grzegorz Kujawski – wieloletni sołtys, człowiek nieprzeciętny
Urodził się 12 marca 1946 roku we wsi Goleszyn w powiecie płońskim, a zmarł 11 grudnia 2016 roku w Iławie. Był najmłodszym z siedmiorga dzieci Antoniego i Czesławy z domu Jabłońska.
W 1948 roku rodzina przyjechała do Gałdowa. Tu się osiedlili. Grzegorz miał wtedy 2 lata. Zatem prawie całe swoje życie związał z Gałdowem. Tu chodził do szkoły, psocił, bawił się z kolegami, poznawał każdy skrawek, każdy zakamarek wsi. Tu przeżywał pierwsze wzruszenia i poznał swoją żonę – Barbarę (z domu Gorzka), z którą miał 3 dzieci. Tu przez 36 lat był sołtysem, tu zmarł.

Grzegorz był człowiekiem bardzo energicznym, otwartym, dowcipnym, ciekawym świata i dociekliwym. Uważał, że w życiu najważniejsza jest miłość i zdrowie. Optymista, który jednak lubił mieć „twardy grunt pod nogami”. Lubił śpiewać (a śpiewał pięknie), co w połączeniu z pozostałymi cechami czyniło z niego wspaniałego kompana. Nie bał się życia. Po przebyciu trzech zawałów zwykł mawiać, że żyje na kredyt, ma darowane nowe życie i dziękuje Bogu za każdy jego dzień.

W pamięci mieszkańców pozostały jego bardzo żywe, radosne oczy, promienny uśmiech i to „Cześć”, które krzyczał do każdego przejeżdżającego znajomego. Zawsze był wśród ludzi. Lubił wiedzieć, co się we wsi dzieje (pamiętał numery rejestracyjne wszystkich wiejskich aut, dostrzegał wszystkich obcych, którzy kręcili się po okolicy). Nic nie uszło jego uwadze. Czuł się odpowiedzialny za wieś i jej mieszkańców.

Grzegorz uwielbiał kontakt z przyrodą: wędkował, był zapalonym grzybiarzem. Kochał sport, a przede wszystkim piłkę nożną. Te zainteresowania, pasja organizatora i „pozytywne zakręcenie” sprawiały, że młodzież do niego lgnęła. Założył we wsi drużynę piłkarską „Kujawiak”, której był menadżerem, sponsorem, trenerem, bo w młodych pokładał nadzieję. Zresztą, chociaż pod inną nazwą, ale drużyna istnieje do dziś.

Łagodny, spokojny, ale potrafił zawalczyć. I nie liczył się z konsekwencjami, bo wierzył, że tak trzeba.
Pomagał innym, mimo własnej choroby. Nigdy nikomu nie odmówił w potrzebie. Uczynny, sumienny i bezinteresowny. Woził ludzi do lekarza, szpitala, wspierał podczas załatwiania spraw urzędowych. Nie jako sołtys – jako człowiek.
Jego dom był zawsze otwarty.

A ludzie go szanowali. W kwietniu 1978 roku po raz pierwszy wybrali go sołtysem. Miał wtedy tylko 32 lata. Tamten moment znacząco zaważył na życiu Grzegorza. Odtąd jego życie prywatnie nierozerwalnie splotło się ze służbą dla społeczeństwa, ż życiem publicznym regionu. I mimo iż nigdy o to nie zabiegał, ludzie ciągle go wybierali, obdarzali zaufaniem, aż do 2014 roku, kiedy to sam zrezygnował.

W czasie sprawowania przez niego funkcji sołtysa we wsi zaszło wiele znaczących zmian: rozbudowano boisko, powstał plac zabaw przy szkole, a w centrum wsi piękna aleja jabłoniowa oraz pomnik ku czci obecnych i dawnych mieszkańców Gałdowa, odsłonięty podczas hucznych obchodów 700-lecia założenia miejscowości. Zagospodarowane zostało centrum wsi oraz teren przy kościele, odrestaurowana wiejska sala, położone chodniki, wykonana nowa droga, przystanek autobusowy, plan wsi, kierunkowskazy … . Wiele by jeszcze wymieniać. Zawsze aktywny. Gospodarskim okiem doglądał każdej wykonywanej we wsi inwestycji. Organizował pomoc dla poszkodowanych w czasie powodzi, pożarów i innych zdarzeń losowych.
Przez 47 lat członek OSP w Gałdowie.

Z pracy Grzegorza długo jeszcze różni ludzie będą kosztować owoce. A jego pamięć nie zaginie, bo trwać będzie w inwestycjach, dokumentach, ale przede wszystkim w sercach ludzi.

Grzegorz Kujawski – wieloletni sołtys, człowiek nieprzeciętny
Urodził się 12 marca 1946 roku we wsi Goleszyn w powiecie płońskim, a zmarł 11 grudnia 2016 roku w Iławie. Był najmłodszym z siedmiorga dzieci Antoniego i Czesławy z domu Jabłońska.
W 1948 roku rodzina przyjechała do Gałdowa. Tu się osiedlili. Grzegorz miał wtedy 2 lata. Zatem prawie całe swoje życie związał z Gałdowem. Tu chodził do szkoły, psocił, bawił się z kolegami, poznawał każdy skrawek, każdy zakamarek wsi. Tu przeżywał pierwsze wzruszenia i poznał swoją żonę – Barbarę (z domu Gorzka), z którą miał 3 dzieci. Tu przez 36 lat był sołtysem, tu zmarł.

Grzegorz był człowiekiem bardzo energicznym, otwartym, dowcipnym, ciekawym świata i dociekliwym. Uważał, że w życiu najważniejsza jest miłość i zdrowie. Optymista, który jednak lubił mieć „twardy grunt pod nogami”. Lubił śpiewać (a śpiewał pięknie), co w połączeniu z pozostałymi cechami czyniło z niego wspaniałego kompana. Nie bał się życia. Po przebyciu trzech zawałów zwykł mawiać, że żyje na kredyt, ma darowane nowe życie i dziękuje Bogu za każdy jego dzień.

W pamięci mieszkańców pozostały jego bardzo żywe, radosne oczy, promienny uśmiech i to „Cześć”, które krzyczał do każdego przejeżdżającego znajomego. Zawsze był wśród ludzi. Lubił wiedzieć, co się we wsi dzieje (pamiętał numery rejestracyjne wszystkich wiejskich aut, dostrzegał wszystkich obcych, którzy kręcili się po okolicy). Nic nie uszło jego uwadze. Czuł się odpowiedzialny za wieś i jej mieszkańców.

Grzegorz uwielbiał kontakt z przyrodą: wędkował, był zapalonym grzybiarzem. Kochał sport, a przede wszystkim piłkę nożną. Te zainteresowania, pasja organizatora i „pozytywne zakręcenie” sprawiały, że młodzież do niego lgnęła. Założył we wsi drużynę piłkarską „Kujawiak”, której był menadżerem, sponsorem, trenerem, bo w młodych pokładał nadzieję. Zresztą, chociaż pod inną nazwą, ale drużyna istnieje do dziś.

Łagodny, spokojny, ale potrafił zawalczyć. I nie liczył się z konsekwencjami, bo wierzył, że tak trzeba.
Pomagał innym, mimo własnej choroby. Nigdy nikomu nie odmówił w potrzebie. Uczynny, sumienny i bezinteresowny. Woził ludzi do lekarza, szpitala, wspierał podczas załatwiania spraw urzędowych. Nie jako sołtys – jako człowiek.
Jego dom był zawsze otwarty.

A ludzie go szanowali. W kwietniu 1978 roku po raz pierwszy wybrali go sołtysem. Miał wtedy tylko 32 lata. Tamten moment znacząco zaważył na życiu Grzegorza. Odtąd jego życie prywatnie nierozerwalnie splotło się ze służbą dla społeczeństwa, ż życiem publicznym regionu. I mimo iż nigdy o to nie zabiegał, ludzie ciągle go wybierali, obdarzali zaufaniem, aż do 2014 roku, kiedy to sam zrezygnował.

W czasie sprawowania przez niego funkcji sołtysa we wsi zaszło wiele znaczących zmian: rozbudowano boisko, powstał plac zabaw przy szkole, a w centrum wsi piękna aleja jabłoniowa oraz pomnik ku czci obecnych i dawnych mieszkańców Gałdowa, odsłonięty podczas hucznych obchodów 700-lecia założenia miejscowości. Zagospodarowane zostało centrum wsi oraz teren przy kościele, odrestaurowana wiejska sala, położone chodniki, wykonana nowa droga, przystanek autobusowy, plan wsi, kierunkowskazy … . Wiele by jeszcze wymieniać. Zawsze aktywny. Gospodarskim okiem doglądał każdej wykonywanej we wsi inwestycji. Organizował pomoc dla poszkodowanych w czasie powodzi, pożarów i innych zdarzeń losowych.
Przez 47 lat członek OSP w Gałdowie.

Z pracy Grzegorza długo jeszcze różni ludzie będą kosztować owoce. A jego pamięć nie zaginie, bo trwać będzie w inwestycjach, dokumentach, ale przede wszystkim w sercach ludzi.

Powrót