Strona domowa Sołectwa Gałdowo



Szymbark

Szymbark… Gdy wpisać to słowo w Google, pojawiają się nazwy kilku miejscowości: ta na Kaszubach, gdzieś w Małopolsce i ta nasza – podiławska: z zamkiem, pięknym jeziorem, wspaniałym młynem o różowo- ceglastych barwach Finckensteinów, dziewiętnastowiecznymi stajniami i … rządcówką. Kiedyś była jeszcze oranżeria, ale niestety została rozebrana.

No i rodowy cmentarz Finckensteinów…. Dawni właściciele strzegą swej posiadłości, spoglądając na dobra ze wzgórza nad jeziorem zwanym Ząbrowskim. Tu, wśród ciszy lasu, szmeru fal jeziora i łopotu łabędzich skrzydeł odpoczywają po trudach życia, spoglądając na stare mury. Odpoczywają, -- jeśli tak można powiedzieć - bo współczesna pseudomłodzież nie zawsze pozwala im na to, bezczeszcząc maleńką nekropolię. To czego nie zniszczył czas, niszczą współcześni, bezmyślni ludzie.

Dziś Szymbark to niewielka, popegeerowska miejscowość. Dla lokalnych władz stanowi tylko problem, bo to i bezrobocie i … i ten zamek, z którym nie wiadomo co począć….

Kasztel znajduje się w prywatnych rękach, a właściciel nie kwapi się, by zainwestować w tę, jeszcze niczego sobie, ruinę. Kiedyś z zamkiem wiązano wielkie plany. Miał tu być ośrodek kształcący dzieci niewidome uzdolnione muzycznie, ale… na planach się skończyło… Potem myślano o hotelu, ale też nic z tego nie wyszło.

Nadzieją dla wsi i zamku stało się kręcenie scen do filmu „Król Olch” z Johnem Malkovichem w roli głównej. Wstawiono kilka metalowych okien, wykonano kilka dekoracji, na dziedzińcu pojawił się czołg…. Mnóstwo ludzi, świateł… Rozbłysło, zajaśniało i … zgasło. Zgasła także nadzieja.

Odwiedzenie Szymbarka polecilibyśmy ludziom z wyobraźnią, z charakterem, którzy lubią odnajdywać i odkrywać historię, a nie mieć ją podana na tacy. Tu, nie napiją się kawy w stylowej kafejce, nie mogą liczyć na obiad, ani nawet na hoot- dooga…. No, może bułka z serem i jakieś lody w pobliskim sklepie by się znalazły, ale nic poza tym. Ale jest to miejsce wprost magiczne. Miejsce, gdzie historia po prostu żyje. Wystarczy stanąć, …. wsłuchać się w ciszę lasu i plusk fal jeziora, wciągnąć w nozdrza zapach wilgoci, wodnej mięty, tataraku i … posłuchać „kustosza” – jak go wszyscy zwą. To człowiek – legenda. Stróż, przewodnik i promotor zamku. Jego historie zawładnęły niejednym umysłem.

Pana Dańczyszyna i jego psa znają wszyscy. Wilczur – jak księżniczka – wygląda przez okno zamknięty w wieży, bo w chwilach złości nawet potrafi zjeść swemu panu komórkę. A cóż mógłby zrobić nieproszonym gościom?

W opowieściach pana Dańczyszyna zamek i wieś tętnią życiem. Jego historie sięgają średniowiecza, gdy na miejscu szymbarskiej warowni stało stare, pruskie grodziszcze. Tu, w chwilach grozy, gdy wojownicy zmagali się z wrogiem, przebywały kobiety i dzieci. Tu był ich azyl - miejsce ukryte wśród wzgórz, mokradeł i lasów. Bliskie – a niedostępne, i mimo iż znajduje się na wzgórzu, to z żadnej strony jest niewidoczne!

Potem, w XIV wieku, pojawili się w tych okolicach jeźdźcy odziani w białe płaszcze z czarnymi krzyżami, a proboszcz kapituły pomezańskiej Henryk ze Skarlina, nadzorował budowę największego po Malborku zamku. Dostępu do niego broniła fosa i grobla połączona z mostem zwodzonym oraz trójłukowe przedbramie, później ozdobione herbem Finckensteinów. Do zamku wchodziło się przez ciężką i nabijaną grubymi żelaznymi gwoździami bramę wykonaną z dębowych bali, za którą wewnątrz murów był dziedziniec zamkowy. Stąd prowadziły schody na parter i dalej do mieszczących się na trzecim piętrze sal i komnat. Z umieszczonych na wysokości 15 metrów okien oraz okienek strzelniczych znajdujących się w wieżach świetnie widać było każdego przybysza zbliżającego się do zamku. Konstrukcja warowni sprawiała, że w czasie, gdy most zwodzony był podniesiony, zamek był praktycznie nie do zdobycia.

Pan Dańczyszyn lubi opowiadać o przedwojennych właścicielach grodu, o czasach świetności zamku, gdy Finckensteinowie - ci z Szymbarka i zu Dohnowie - ci z Kamieńca razem grywali w tenisa na pobliskich kortach. Gdy pod sosenką – zwaną dziś - sosną miłości - siedziała pani Walewska z Napoleonem, a drogą - dziś zwaną Aleją Napoleona, maszerowały francuskie pułki w stronę Kamieńca.

W jego opowieściach pachnie dymem z wędzarni, rżą konie, pozostawione w stajni, na schodach słychać szelest sukien, a podziemia już po wojnie penetrują ludzie nasłani przez dawnych właścicieli. Znikają ukryte skarby, na murach pojawia się biała dama…. No i ten tajemniczy tunel…, który prawdopodobnie biegnie pod wodami jeziora i łączy Szymbark z iławskim „czerwonym kościołem”….. . Wszystko jak w prawdziwym zamku. .

I tylko żal, że mając tak wiele – nie mamy praktycznie nic. Nie potrafimy wykorzystać szansy, jaką dała naszemu regionowi historia i przyroda. Zamek niszczeje, park- dawniej angielski - zmienił się w prawdziwą puszczę i niedawno został wystawiony na sprzedaż…... No cóż, nie zawsze czas jest łaskawy.

Dlatego też warto odwiedzić to miejsce, zanim stanie się niedostępne (tak jak wiele obiektów na mapie zabytków Polski).

Wstecz Zdjecia